facebook

Marcin Bogusławski

image

Marcin Bogusławski (ur. 1937) — syn Danuty Lutosławskiej z pierwszego małżeństwa z architektem Janem Bogusławskim, pasierb Witolda Lutosławskiego. Po studiach architektury w Warszawie osiadł w Oslo. Zaprojektował szereg reprezentacyjnych budowli Norwegii, m. in. kościoły w Drammen i Larvik, należał do zespołów, które stworzyły projekty hali olimpijskiej w Lillehamer i głównej siedziby Statoil.

Witold Lutosławski tak opowiadał o nim Irinie Nikolskiej: „Marcin miał siedem lat, kiedy w naszym domu się pojawił jako mój »przyszywany« syn i byłem tym właśnie, który go wychowywał razem z Danusią. Po niej to jest najbliższy mi człowiek, najbliższa rodzina. Ponieważ od dwudziestu lat mieszka w Oslo, zdecydowaliśmy się urządzić sobie jakąś egzystencję w Oslo również. No i tam bywamy czasem nawet po parę miesięcy. Marcin namówił mnie również, żeby kupić taką chatkę pod Oslo. Jest to dawna chatka jakiegoś farmera, bardzo pięknie położona, nad wodą i lasem, na skalistym terenie, bardzo pięknym. Tam zdarza się nam spędzać miesiąc lub dwa, przeważnie na wiosnę. Marcin ma trzy córki. Środkowa jest moją chrzestną córką. To Agatka, która specjalnie mnie wzrusza, bo z charakteru jest podobna do Danusi. One rzeczywiście się wspaniale rozumieją. I mogę powiedzieć, że jest to bardzo mi bliska osoba.”

Marcin Bogusławski wspomina swego ojczyma: „Był człowiekiem jednorodnym, niebywale konsekwentnym, a jednocześnie wielkim polskim patriotą, przykładem rzadko spotykanym, jeśli chodzi o postawę w życiu rodzinnym i obywatelskim.”
Podziwia go za wiele rzeczy, także za jego wyjątkowy stosunek do pracy: „Witek miał pewną cechę, której naprawdę wszyscy powinni mu zazdrościć: warsztat pracy. Mówię i o warsztacie pracy kompozytorskiej, i o każdej innej, którą wykonywał. Był tak precyzyjny, usystematyzowany, że przy jego ogromnej energii życiowej i pracowitości we wszystkim, co robił, osiągał powalające rezultaty. Nie był człowiekiem, który działał pośpiesznie. Do wszystkich zagadnień podchodził ze skrupulatnością i nie robił dwa razy jednej rzeczy. Jak skończył, to wiedział, co już ma zrobione, i od tej trampoliny odbijał się wyżej.” Mimo tej cechy, która z czasem zrodziła pewnego rodzaju pedanterię, Lutosławski potrafił też zaskakiwać. Marcin Bogusławski wspomina: „Pamiętam, jak kiedyś kompletnie mnie zaszokował i bardzo mi zaimponował. W Oslo kończył pisanie swojej ostatniej symfonii. Wtedy zadzwonił i powiedział: »Wiesz, skończyłem – przyjedź, pójdziemy na obiad«. Przyjechałem z żoną, córeczkami, wybieraliśmy się do restauracji na obiad i Witek, wychodząc, powiedział: »Wiesz, Marcin, że w ostatniej chwili zmieniłem cały finał tej symfonii«. Przecież przy takiej systematyczności można by w pewnym momencie zacząć pracować rutynowo, a on jednak, pracując, potrafił świeżość spojrzenia zachować do samego końca.”

24 stycznia 2013 r. podczas uroczystości rocznicowych na Zamku Królewskim w Warszawie Marcin i Gabriela Bogusławscy zostali uhonorowani Medalem Stulecia Urodzin Witolda Lutosławskiego.

kt