facebook

Michał Bristiger, Jego odejście

Jego odejście odczuliśmy jako ból osobisty, a było ono sejsmicznym drgnieniem całej naszej kultury. Świat dźwięków – powiadają – jest ulotny w czasie, w przestrzeni i w historii, jakże więc to się dzieje z muzyką Witolda Lutosławskiego, iż odczuwamy ją jako opokę muzyczną w tej burzliwej historii muzyki naszego stulecia? Była Jego ekspresją osobistą, a zarazem należy do materii duchowej Polaków. Lutosławski exegit monumentum całej naszej kulturze. Że był polskim kompozytorem to za mało powiedzieć. Kompozytorzy biorą często materiał rodzimy do swych własnych kompozycji. Z Witoldem Lutosławskim stało się po pewnym czasie przeciwnie. Po czasie naszego początkowego obcowania z Jego muzyką, w czasie jej panowania. To, co było w niej indywidualne, tak przeniknęło nas wszystkich, tak przepoiło naszą wrażliwość muzyczną – świadomie czy naturalnie – iż cechy Jego stylu zaczęły się utożsamiać z polskością muzyki polskiej. Tak było przedtem z Karolem Szymanowskim, a jeszcze dawniej z Fryderykiem Chopinem. Więc Witold Lutosławski dał swej ojczystej kulturze muzycznej to najwyższe, co artysta stworzyć może: szczyt współczesnej twórczości muzycznej, a zarazem punkt triangulacyjny całego jej obszaru. Kto nie zna muzyki Witolda Lutosławskiego znać muzyki polskiej nie może, ani jej zmierzyć.

A czym był Artysta dla świata? Czym jest? Czym pozostanie? Punktem odniesienia dla całego rozwoju muzyki w naszym stuleciu: punktem odniesienia dla muzyki, która jest Jego muzyce bliska – ażeby wyczuć tę bliskość i nadać jej znaczenie, oraz dla muzyki, która jest jej daleka – ażeby odczuć ten dystans i zyskać o nim pojęcie. Jego kompozycje, od Wariacji na temat Paganiniego do IV Symfonii – ostatniej – dają łuk o cięciwie napiętej tak silnie, iż nie będąc w stanie dojrzeć ostatecznego celu tej muzyki wiemy, że leży bardzo daleko. Ponieważ Kompozytor postawił sobie zadanie duchowe, któremu mało kto mógł sprostać, a które stało się Jego główną rolą w historii muzyki powszechnej. Zadanie to brzmiało: rozwinąć w sposób zasadniczy i rygorytyczny myśl muzyczną, wyzwalając ją z odziedziczonych norm tonalności, a nie doprowadzając do destrukcji logosu tonalnego. Dał odpowiedź swymi dziełami.

A teraz uczymy się na Jego muzyce harmonii, tej najnowszej; kwestia zawarta w pytaniu, czy melodia jest jeszcze możliwa, tu znajduje swe rozwiązanie; podobnie natrafiamy na nowy rodzaj rytmiki, polifonii, faktury. Stworzył nową w swoim rodzaju formę muzyczną. A to znaczy inaczej odczuwać muzykę – i cały świat. W tej muzyce możemy się zadomowić.

Jego dzieła pojawiały się z regularnością Jego własnej natury twórczej, każde dodawało nowy słój do coraz potężniejszego pnia. Tak powstała ich jednia – dzieło. Obcując z poszczególnymi Jego utworami, poznając je, wracając do nich stale, jak do znanego sobie, a wciąż intrygującego i pełnego zagadek świata, doświadczałem tej muzyki, wiedząc, że nic nie zdoła jej zastąpić. W Wariacjach pojęta była jako gra; idea żałobności (w Muzyce żałobnej i jej Apogeum) nie została wyrażona, jak w Marszu żałobnym Chopina, jako droga, lecz jako tombeau, grobowiec muzyczny, trwająca w czasie piramida z muzyki, jak piramida egipska trwa w kamieniu; doświadczeniem fundamentalnym stało się dojście w tej muzyce do nowej formy – doświadczenie beethovenowskie, tytaniczna praca, której apogeum znajduje się w symfoniach. A cóż z odbiciem idei barokowej, przetworzonej, przesublimowanej w umyśle kompozytora z poetami, z Kazimierą Iłłakowiczówną i poetami francuskimi – a to znaczy z językiem polskim i językiem francuskim – kiedy z wyobraźnią poetycką (jakże wyczutą!) skrzyżowała się wyobraźnia kompozytorska, wrażliwa na lirykę, lecz niepodległa muzycznie.

Witold Lutosławski nie ulegał światu realnemu: prowadziły go wizje światów idealnych, światów możliwych. Takie właśnie jest najwyższe powołanie muzyki. Wszyscy marzymy o światach idealnych. On potrafił wizję swego świata możliwego przetworzyć w rzeczywistość muzyczną. Odtąd ten świat będzie już nosić miano Muzyki Witolda Lutoslawskiego.

Ósmego lutego 1994 roku…

Michał Bristiger