facebook

Mini-uwertura

image
obsada: 2 trąbki, róg, puzon i tuba
dedykacja: Ursula, Philip Jones
data powstania: 1982
informacje dotyczące prawykonania
miejsce: Lucerna
data: 11 III 1982
zespół: Philip Jones Brass Ensemble
wydanie: PWM, Chester Music

Miniuwertura na kwintet dęty w składzie dwie trąbki, róg, puzon i tubę należy do serii drobnych utworów kameralnych napisanych przez Witolda Lutosławskiego już po Wariacji Sacherowskiej, a więc między rokiem 1979 (Epitafium na obój i fortepian) i 1992 (Subito na skrzypce i fortepian). Waga tych utworów jest bardzo różna – część ma charakter okolicznościowy. Warto zauważyć jednak, że niektóre z nich dla twórczości Witolda Lutosławskiego widzianej jako całość mają istotne znaczenie. Od Epitafium właśnie – tak można przyjąć – zaczyna się "późny Lutosławski", którego muzyka w intensywny sposób reaktywuje melodyczność za sprawą tak zwanych wiotkich faktur. Otwiera się wtedy droga do Partity, Chantefleurs et chantefables i IV Symfonii.

Miniuwertura w pierwotnym zamierzeniu miał być wedle zamysłu kompozytora pierwszym ogniwem suity kończącej się Galopem. Impuls do powstania Miniuwertury (określonej przez Witolda Lutosławskiego mianem "małej karykatury uwertury") dała 50. rocznica urodzin Ursuli Jones, żony Philipa Jonesa.

Zaledwie trzyminutowa kompozycja, dedykowana Walterowi Strebiemu, inicjatorowi stworzenia kolekcji utworów dla tego zestawu instrumentalnego, nie zajmuje w twórczości Lutosławskiego takiego miejsca, jak obojowe Epitafium czy wiolonczelowe Grave. Jej ranga porównywana być może raczej z Przeźroczami lub Fanfarami…for Cambridge University lub …for Lancaster University. Ma przecież swój nieodparty wdzięk, dość wyraźnie kierujący naszą uwagę ku neoklasycznej estetyce scherzowej groteski. Krótkie, jakby "zadziorne" motywy zdają się pobrzmiewać pastiszem idiomów Strawińskiego z czasu Historii żołnierza, tam, gdzie instrumenty grają unisono lub dziarsko i miarowo trąbią swymi akordami, trudno byłoby rozpoznać rękę Lutosławskiego, gdyby się nie wiedziało, czego się słucha. Dlaczego? Dlatego, że nie stosuje tu Lutosławski swego podstawowego znaku rozpoznawczego – techniki kontrapunktu aleatorycznego, który w latach osiemdziesiątych odgrywa w jego muzyce coraz mniejszą rolę. Cechą szczególną tego utworu jest też i to, że odznacza się on swoistą przekorą – pogodny poblask po francuskim neoklasycyzmie realizowany jest konstrukcją, opartą na dwóch mocno z sobą motywicznie skontrastowanych seriach dwunastodźwiękowych tworzących zarys formy sonatowej. Mamy więc w tej partyturze składającej się z trzech granych bez przerwy segmentów rzecz jednocześnie błahą, poniekąd rozrywkową, ale także finezyjną i inteligentną, jak zmyślnie skonstruowana zabawka.

ach