facebook

Łańcuch XI

image

Festiwal Witolda Lutosławskiego Łańcuch XI
Warszawa, 26 stycznia – 9 lutego 2014

Książka programowa (*.pdf, 770 KB)

26 stycznia, niedziela godz. 19.00
Studio Koncertowe Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego

Apollon Musagète Quartett:
Paweł Zalejski – skrzypce,
Bartosz Zachłod – skrzypce,
Piotr Szumieł – altówka,
Piotr Skweres – wiolonczela,

Bartłomiej Wezner – fortepian

w programie:

Bilety na koncert w cenie 25 zł dostępne na stronie sklep.polskieradio.pl oraz na godzinę przed koncertem w kasie Studia przy ul. Modzelewskiego 59.

Pierwszy kwartet Charlesa Bodmana Rae’a powstał z okazji setnej rocznicy urodzin Béli Bartòka w roku 1981, drugi natomiast dedykowany był pamięci Witolda Lutosławskiego w dziesiątą rocznicę jego śmierci. „Utwór składa się z pięciu części – opisuje kompozytor – z których druga, trzecia i czwarta rozwijają i przekształcają motyw obecny w niektórych z późnych dzieł Lutosławskiego (m.in. w jego Łańcuchu II i Trzeciej Symfonii). Motyw określają interwały małej tercji i kwinty czystej.

Otwierające utwór ogniwo ma charakter wprowadzający i przedstawia dźwiękowy krajobraz złożony ze śpiewów australijskich ptaków – niektóre z nich (choć nie wszystkie) są moimi najbliższymi sąsiadami na pogórzu Adelajdy. Drugi fragment to scherzo z triem, przy czym scherzo (oparte na stałym ruchu) jest grą ze wszystkimi parami wykonawców i instrumentów możliwych w ramach kwartetu. Trzecia część to adagio, w którym pierwszy skrzypek odgrywa rolę solisty na tle całego zespołu. Część czwarta jest allegrem, z 14-taktowym tematem (tercje małe i kwinty czyste) poddanym szeregowi transpozycji na drodze do kulminacji utworu. Ogniwo finałowe to adagio zbudowane według zasad chaconne i pełniące w całym schemacie dramatyczno-formalnym kompozycji funkcję epilogu”.

Kwartet napisany z myślą o Australian String Quartet został prawykonany przez ten zespół 3 marca 2004 roku w Adelajdzie podczas Adelaide Festival of Arts.

Witoldowi Lutosławskiemu poświęcone jest także trio Krajobraz wspomnień Zbigniewa Bargielskiego na skrzypce, wiolonczelę i fortepian. „Krajobraz wspomnień napisany w 1995 roku jest zarówno hołdem, złożonym Witoldowi Lutosławskiemu, jak i muzyczną refleksją – wspomnieniem moich z Nim spotkań – komentuje autor. – W kompozycję został wpleciony mały fragment jednego z utworów Mistrza.

Forma Krajobrazu jest rezultatem często stosowanego przeze mnie sposobu komponowania: stopniowego »dobudowywania« coraz to nowych jej fragmentów, przeplatanego z powtarzaniem już istniejących. Należy dodać, że nowe segmenty nie są wprowadzane sukcesywnie, to znaczy nie w takiej kolejności, która jest ostateczną wersją pełnego utworu (składającego się z sześciu różnorodnych fragmentów)”.

Zasada złożenia pełnego utworu z serii odrębnych, choć zazębiających się segmentów leży u podstaw formy Kwartetu smyczkowego Witolda Lutosławskiego. Utwór – po raz pierwszy wykonany przez amerykański kwartet LaSalle 12 marca 1965 roku – jest jedynym w tym gatunku w całym dorobku Lutosławskiego.

Konstrukcję dzieła wyjaśnił w korespondencji z prymariuszem kwartetu LaSalle, Walterem Levinem, sam kompozytor: „Utwór składa się z sekwencji mobili, które mają być wykonane jeden po drugim i – jeśli nie ma innych wskazówek wykonawczych – bez żadnej pauzy. Wewnątrz pewnych odcinków czasu poszczególni wykonawcy grają swoje partie zupełnie niezależnie od innych. Muszą oni samodzielnie decydować o długości pauz i sposobie realizowania zmian agogicznych. Jednak podobny materiał w różnych głosach powinien być traktowany podobnie. (…) Każdy z muzyków powinien grać tak, jakby nie wiedział, co grają inni, lub przynajmniej tak, jakby nie słyszał niczego poza swoim własnym graniem. Nie wolno mu się martwić, że się opóźnia w stosunku do innych lub że ich wyprzedza. Ten problem po prostu nie istnieje, ponieważ przedsięwzięte środki zapobiegają wszelkim niepożądanym konsekwencjom takiej wolności. Jeżeli każdy z wykonawców będzie ściśle przestrzegał instrukcji zapisanych w swoim głosie, nie może się zdarzyć nic, czego by kompozytor uprzednio nie przewidział. Ewentualne skrócenie lub wydłużenie czasu trwania poszczególnych segmentów w każdej z partii nie może zmienić końcowego rezultatu w żaden znaczący sposób”.

Kwartet Lutosławskiego, arcydzieło łączące w sobie nowatorstwo z najwyższymi wartościami piękna, stanowi jeden z najistotniejszych punktów odniesienia dla całej literatury kwartetowej.

Ów zamysł architektoniczny, równoważący w ramach dzieła muzycznego realizację idei kompozytora ze swobodną ekspresją pomysłów wykonawców poszczególnych partii, podjęty został przez Apollon Musagète Quartett. Wspólnie skomponowany przez członków zespołu utwór Multitude – Hommage à Witold Lutosławski jest wcieleniem techniki kontrolowanego aleatoryzmu i demonstruje łączenie wielości dźwiękowych myśli oraz różnych osobowości artystów w muzyczną jedność. „W trakcie pracy nad Multitude znaliśmy już dzieło wielkiego kompozytora – wyjaśnia skrzypek Paweł Zalejski, odnosząc się do Kwartetu Lutosławskiego. – Zafascynowało nas. Było oczywiste, że ten język stylistyczny będzie najbardziej pasował do naszych upodobań, że pozwoli na wyrażenie naszych indywidualnych potrzeb wspólnej kompozycji. Zauważalne jest »zapożyczenie« od Lutosławskiego modelu organizacji agogiczno-czasowej oraz techniki zapisu potrzebnej na jego określenie – choć ten poddaliśmy modyfikacji w celu uzyskania oczekiwanych przez nas efektów”.

Prawykonanie Multitude odbyło się 11 listopada 2010 roku w Herkulessaal w Monachium.

ksk

6 lutego, czwartek godz. 19.00
Koncert kawiarniany w stylu retro
Bar kolumnowy Hotelu Bristol w Warszawie, ul. Krakowskie Przedmieście 42/44

Lutosławski Piano Duo

w programie:

Wstęp wolny

Witold Lutosławski pierwsze tygodnie wojny spędził w Krakowie jako sierżant podchorąży rezerwy w pułku radiotelegraficznym – po krótkiej służbie wraz z całym oddziałem trafił do niewoli niemieckiej. „Wszystkich oficerów natychmiast ładowano na pociągi i odsyłano do Niemiec – wspominał kompozytor w 1992 roku w rozmowie z Zofią Owińską. – Natomiast podoficerowie i szeregowcy byli pędzeni piechotą przez pola i drogi, albo i właściwie bez dróg. Kiedy po ośmiu dniach zobaczyłem, że żołnierzy z mojego plutonu ubywa, zapytałem tych, co pozostali, a było tam dwóch kaprali i dwóch szeregowców, czy też mają zamiar uciekać. Gdy dowiedziałem się, że tak, zapytałem, czy zgodziliby się, żebym ja razem z nimi wyszedł. Naturalnie zgodzili się uprzejmie. (…) Do Warszawy przedostałem się lasami, bo na drogach zawsze byli Niemcy”.

Aż do powstania Lutosławski mieszkał w Warszawie – wraz z matką wynajmował wówczas pokój w willi Dygatów na ulicy Langiewicza. „Pytasz o Witka – pisała Maria Lutosławska do szwagierki w 1943 roku – miewa się nieźle. Od 5 do 7 wiecz. gra w SiM-ie, prawie całą resztę czasu przesiaduje nad swemi kompozycjami”. We wspomnianym w liście SiM-ie (czyli w kawiarni Sztuka i Moda) Lutosławski zarabiał w czasie okupacji, grywając w fortepianowym duecie z Andrzejem Panufnikiem. Poza SiM-em cieszący się wśród słuchaczy dużą popularnością duet występował też m.in. w kawiarniach Arria, U Aktorek czy na Nowym Świecie u Woytowicza.

„Mieliśmy w repertuarze bardzo dużo muzyki poważnej – opowiadał Lutosławski – zaczynając od toccat organowych Bacha, które przerabialiśmy bardziej wiernie, niż to czynili Busoni czy Liszt, ponieważ dwa fortepiany dawały możliwości, jakich oczywiście nie dawał jeden, aż do Bolera Ravela, które było takim cheval de bataille naszego repertuaru. Jednak pomiędzy jednym a drugim grywaliśmy jeszcze choćby cały cykl walców Mozarta, Schuberta i Brahmsa”.

Swobodne, na poły improwizowane opracowania – i dzieł poważnych, i lekkich, jazzowych – w wielu przypadkach nie były przez twórców zapisywane, niektóre jednak młodzi artyści przygotowywali staranniej, nawet z myślą o wydaniu. Ponad dwieście powstałych wówczas dwufortepianowych aranżacji zaginęło jednak bezpowrotnie w czasie powstania warszawskiego. Jedynym ocalałym utworem okazały się słynne i do dziś niezwykle popularne Wariacje na temat Paganiniego – w przeciwieństwie do wielu kompozycji wspólnych ta była autorstwa samego Lutosławskiego: „Zrobiłem ją sam, bez udziału Panufnika – podkreślał Lutosławski – i dlatego ją zapakowałem razem z moimi kompozycjami, kiedy wyjeżdżałem z Warszawy (…)”.

Okupacyjnym koncertom przysłuchiwała się różnorodna publiczność – część ze słuchaczy stanowili Niemcy, przyciągani zarówno możliwością wypicia filiżanki kawy (podawanej zresztą w warszawskich kawiarniach dzięki przemyślnemu omijaniu oficjalnych zakazów co do jej sprzedaży), jak i wysłuchania koncertu na wysokim poziomie.

Spośród licznych występów w pamięci obydwu muzyków został zwłaszcza jeden, gdy oficjalne zatrudnienie jako koncertujących artystów uratowało ich przed wywiezieniem do obozu koncentracyjnego – co każdy z nich wspominał w mniej lub bardziej dramatycznej wersji. „Witold opowiadał (z emocją jeszcze po latach), że gdyby nie refleks Panufnika i jego biegła znajomość niemieckiego (studiował w Wiedniu), to zostałby wywieziony na roboty do Niemiec i nie wiadomo, czyby przeżył – relacjonował później swoją rozmowę z Lutosławskim Tadeusz Andrzej Zieliński. – Panufnik w ostatniej chwili przed załadowaniem do bud wytłumaczył SS-manowi, że obaj są muzykami, a nie klientami kawiarni”.

ksk

7 lutego, piątek godz. 19.30
Sala Wielka Zamku Królewskiego w Warszawie, Plac Zamkowy 1

w programie:

Bilety na koncert w cenach 20 zł (normalny) i 15 zł (ulgowy) dostępne w kasach Zamku Królewskiego w Warszawie, Plac Zamkowy 1

W 1994 roku, 21 września, podczas 37. festiwalu Warszawska Jesień odbył się w Studiu Koncertowym S-1 Polskiego Radia koncert złożony z utworów dedykowanych pamięci zmarłego zaledwie kilka miesięcy wcześniej – 7 lutego tego roku – Witolda Lutosławskiego. Dwanaście utworów wówczas wykonanych w pięć lat później ukazało się na płycie Hommage à Lutosławski. 21.09.1994. Live.

Na prośbę o skomponowanie utworu do programu owego koncertu odpowiedzieli pomiędzy innymi François-Bernard Mâche, pisząc Planh na orkiestrę smyczkową, Osvaldas Balakauskas, który nadesłał Meridionale na orkiestrę kameralną, György Kurtág, komponując Un brin de bruyère a Witold na cymbały, i Arne Nordheim w swoim Adieu na orkiestrę smyczkową i instrumenty z brzmieniem dzwonu. Toru Takemitsu zaczął komponować Path na trąbkę solo, zanim nadeszła prośba od rady programowej Warszawskiej Jesieni. Nocturne Kaii Saariaho powstał od razu na początku 1994 roku, kiedy kompozytorka, będąc w trakcie pracy nad koncertem skrzypcowym, otrzymała wiadomość o śmierci Lutosławskiego.

Wszystkie utwory powstały pomiędzy lutym a wrześniem roku, w którym odszedł Lutosławski, i w zamierzeniu ich twórców dają bezpośredni wyraz żałobie po Kompozytorze. Tak jak w przypadku Planh Mâche’a: „Tytuł utworu nawiązuje do tradycji średniowiecznego planctus lub planh trubadurów prowansalskich – wyjaśniał kompozytor. – Termin ten oznaczał muzykę, będącą wyrazem żalu po stracie wielkiego człowieka. W tym przypadku odnosi się on również do uniwersalnego archetypu szlochu, łkania, który posłużył za wzór długiego kanonu miar rytmicznych powierzonego orkiestrze smyczkowej. Gdy kompozytor pragnie oddać hołd pamięci mistrza, może złożyć na jego grobie dzieło, którego związek z okolicznościami jest zewnętrzny, lub nadać swej pracy emocjonalny kształt medytacji nad jego śmiercią. Z tych dwóch możliwych rozwiązań wybrałem drugie, w bardziej naturalny sposób oddające mój szacunek i smutek”.

Pożegnaniem z odchodzącym jest niezwykle poruszające Adieu Arne Nordheima. „Utwór napisany został pod wrażeniem smutnego przeżycia – dopowiadał Nordheim – straty drogiej istoty, człowieka, z którym łączy się osobiste, przyjazne stosunki, którego wysoko się ceni jako jednego z największych geniuszy naszego czasu. Myślę, że w tej sytuacji nieistotne byłoby liczenie dźwięków i ważenie akordów w analitycznym opisie. Tytuł utworu mówi wszystko: rozstanie – żal – smutek. Adieu”.

Do żałoby nie odwołuje się tak wprost Meridionale Osvaldasa Balakauskasa. Tytuł zaczerpnięty z języka włoskiego oznacza „południowy” i w zamierzeniu twórcy oddaje charakter muzyki, wykorzystującej serię dwunastodźwiękową wraz z wywiedzionym z niej materiałem dźwiękowym, zwłaszcza skalą całotonową. „Materiał ten jest użyty w ostinatowych sekwencjach służących jako tło modalne i tworzących swego rodzaju stylistyczne napięcie. Figury rytmiczne i tempo skłaniają do pełnego energii, wirtuozowskiego sposobu wykonania utworu (…)” – opisywał autor.

Szczególny wyraz bardzo osobistego pożegnania zyskują trzy złożone w hołdzie Lutosławskiemu kompozycje na instrumenty solowe – skupione, wyciszone, operujące naprzemiennie milczeniem i melodią utwory Takemitsu, Saariaho i Kurtàga.

Toru Takemitsu pisał Paths, nawiązując do swego wcześniejszego spotkania z Lutosławskim: „Paths – to fanfara opłakująca śmierć Witolda Lutosławskiego, którą skomponowałem na wieść o jego odejściu – zanotował Takemitsu. – Gdy wiosną 1992 roku spotkałem się z Lutosławskim w Warszawie, powiedział mi coś, czego nie zapomniałem. Powiedział mianowicie, że my, współcześni kompozytorzy, powinniśmy poważniej traktować melodię i nie ustawać w wysiłkach tworzenia nowej melodii.

W utworze Paths prosty motyw podąża swoją drogą, niby ogrodową ścieżką, poprzez subtelne zmiany scenerii”.

Nokturn, dedykowany Lutosławskiemu przez Kaiję Saariaho, czerpie poniekąd z materiału przygotowywanego przez nią wówczas do Koncertu skrzypcowego (koncert, z Gidonem Kremerem jako solistą, został prawykonany w 1995 roku podczas londyńskich Promsów). Po raz pierwszy zabrzmiał już 16 lutego 1994 roku w Helsinkach, w interpretacji Johna Storgårdsa.

Duński kompozytor Per Nørgård uczcił pamięć Witolda Lutosławskiego w setną rocznicę jego urodzin, komponując V Sonatę wiolonczelową, owoc swej trwającej od 1999 roku współpracy z wiolonczelistą Jakobem Kullbergiem. Sam Kullberg w dialogicznej naturze owej współpracy dostrzega źródło wielu nieszablonowych rozwiązań zastosowanych w kilku powstających w ostatnich latach dziełach Nørgårda, w tym wyraźnie silniejsze akcentowanie twórczego potencjału wykonawcy dzieła. Przykładem tak pisanej kompozycji jest właśnie V Sonata – prawykonanie części pierwszej miało miejsce zaledwie kilka tygodni temu w Kopenhadze, część druga zaś ma swoją światową premierę podczas dzisiejszego wieczoru. „Nørgård – opowiada wiolonczelista – napisał część pierwszą w stylu przekomponowanym, bardziej tradycyjnym, pozwalając mi improwizować lub, innymi słowy, podejmować twórcze decyzje co do poszczególnych fragmentów; w drugiej części Sonaty natomiast Nørgård stawia przed wykonawcą zadanie kreowania, decydowania – na podstawie szkiców kompozytora – zarówno o formie, jak i materiale muzycznym”. Nørgård, przygotowując drugie ogniwo Sonaty, dał Kullbergowi fortepianowe nagranie materiału, który wykonawca musiał przekształcić w solowy utwór wiolonczelowy. Następnie obydwaj artyści opracowali szkice Kullberga, tak by zyskać pewność co do ostatecznego efektu, zgodnego z ideą kompozytora. „Obecnie – podsumowuje Jakob Kullberg swą opowieść o poiesis utworu – V Sonata jest dziełem otwartym, które przed osiągnięciem ostatecznego kształtu przejdzie jeszcze prawdopodobnie kilka różnych stadiów rozwoju. Niewykluczone, że ów kształt ostateczny kompozycji obejmować będzie jeszcze trzecią część”.

***

Jedyny zaplanowany na dziś utwór autorstwa Witolda Lutosławskiego to jego Partita na skrzypce i fortepian. To kompozycja o wielkiej wadze w całym jego dorobku – jedno z tych dzieł, które wpisują się w ramy stylu późnego kompozytora. Jest w Particie suma i konsekwencja wszystkich jego istotnych wcześniejszych prac, swą wymową i artyzmem sięgająca daleko poza czas i miejsce, w jakim powstała.

Kameralna wersja Partity skomponowana została na zamówienie Orkiestry Kameralnej miasta Saint Paul jesienią 1984 roku – prawykonania 18 stycznia 1985 roku dokonali Pinchas Zukerman i Marc Neikrug. Niedługo potem jednak, pod wrażeniem interpretacji swego Łańcucha II dokonanej przez Anne-Sophie Mutter, Lutosławski zinstrumentował Partitę na skrzypce i orkiestrę. Partita wraz z drugim Łańcuchem zajęły ostatecznie w twórczości kompozytora miejsce należne nigdy nieukończonemu koncertowi skrzypcowemu.

***

György Kurtàg żegna się z Lutosławskim niemal w ciszy. Gałązka wrzosu dla Witolda nawiązuje do pierwszych wersów wiersza Guillaume’a Apollinaire Pożegnanie, zaczynającego się od słów: J’ai cueilli ce brin de bruyère… („Zerwałem tę gałązkę wrzosu…”).

Pomiędzy czułe muśnięcia dźwięków w swojej kompozycji Kurtàg zdaje się wplatać echo poezji Apollinaire’a. Et souviens-toi que je t’attends, pamiętaj, że czekam na ciebie.

ksk

8 lutego, sobota godz. 19.00
Studio Koncertowe Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego

Polska Orkiestra Radiowa
Renato Rivolta – dyrygent

w programie:

Bilety na koncert w cenie 25 zł dostępne na stronie sklep.polskieradio.pl oraz na godzinę przed koncertem w kasie Studia przy ul. Modzelewskiego 59.

Uwertura tragiczna Andrzeja Panufnika powstała w 1942 roku, uległa jednak zniszczeniu w Powstaniu Warszawskim. Odtworzona przez kompozytora w roku 1945 ostateczną formę zyskała po rewizji dziesięć lat później. Po raz pierwszy kompozycja zabrzmiała 19 marca 1944 roku, podczas koncertu charytatywnego w warszawskim konserwatorium. Prawykonanie powojennej, zrekonstruowanej wersji miało miejsce w czerwcu 1945 roku w Krakowie.

Lapidarny, kilkuminutowy utwór, poświęcony pamięci poległego w Powstaniu brata Andrzeja Panufnika, Mirosława, tworzony był w okupowanej Warszawie. Kompozytor wspominał, że zamiarem jego było napisanie kompozycji abstrakcyjnej, bez odwołań do świata zewnętrznego – lecz ostatecznie Uwertura, niezwykle obrazowa, przesiąknięta jest wojną. „(…) choć tak bardzo starałem się przestrzegać ustanowionych przez siebie reguł – opowiadał Panufnik – nie potrafiłem zapanować nad podświadomością i w uwerturze co chwila pojawiały się ustępy zaskakująco onomatopeiczne, na przykład odgłos padającej bomby (perkusja), cichy odgłos silnika oddalającego się samolotu (glissando puzonu), seria z karabinu maszynowego (salwa perkusji w ostatnich taktach) (…)”.

Moment powstawania (jedna dekada) łączy trzy utwory: Małą suitę Witolda Lutosławskiego (rok 1950 – wersja na orkiestrę kameralną, 1951 – na symfoniczną), Koncert na orkiestrę Aleksandra Tansmana (1954) i Polonię Andrzeja Panufnika (1959). Wszystkie trzy kompozycje, choć z ducha tak sobie chwilami bliskie, tworzone były w zgoła odmiennych okolicznościach.

Pisząc swój Koncert, najstarszy z tej trójki twórców Aleksander Tansman od ponad trzydziestu lat mieszkał we Francji. Urodzony w Łodzi u progu XX wieku Tansman studiował w łódzkich i warszawskich uczelniach, lecz już w roku 1920, nie znalazłszy wśród polskich słuchaczy akceptacji dla swego nowoczesnego języka muzycznego, wyjechał na stałe do Paryża. Tam nawiązał przyjaźnie m.in. z Maurice’em Ravelem i francuskimi awangardystami, wśród nich zaś z Igorem Strawińskim. Kariera Tansmana jako artysty i twórcy szła w parze z uznaniem dla niego jako erudyty i moralnego autorytetu – współcześni chętnie określali go mianem humanisty, tak jak Henri Dutilleux, który mówił wręcz o „niezwykłych właściwościach humanistycznych” muzyki Tansmana.

Tansmanowski Koncert na orkiestrę inspirowany jest Koncertem na orkiestrę Bartóka – i odwołuje się do niego po wielekroć, w tym już w pierwszych taktach, gdy w niskich, basowych rejestrach rozbrzmiewa passacagliowy, surowy temat. Pomimo analogii zgrabny i niepozbawiony miłych dla ucha pomysłów melodycznych i kolorowych współbrzmień Koncert Tansmana nie dorównuje genialnemu pierwowzorowi – choćby z uwagi na niedostatek w nim żywiołu koncertującego, zapowiadanego wszak w tytule utworu.

W tym samym roku co Koncert Aleksandra Tansmana został ukończony Koncert na orkiestrę Witolda Lutosławskiego. Kilka lat wcześniej natomiast, stając się swoistym do Koncertu przygotowaniem, powstała Mała suita. Dzieło, z zamierzenia lekkie, zamówiła Orkiestra Polskiego Radia. Prawykonanie wersji kameralnej pod batutą Jerzego Kołaczkowskiego miało miejsce w roku 1950, niedługo później – 20 kwietnia 1951 roku – Grzegorz Fitelberg poprowadził Wielką Orkiestrę Symfoniczną Polskiego Radia podczas pierwszego wykonania symfonicznego, dłuższego wariantu Małej suity.

Kompozytor sięgnął po melodie ludowe z ziemi rzeszowskiej, wpisując je w cztery krótkie części. „Aluzją do tytułowej Fujarki (Allegretto) – opisuje Andrzej Chłopecki – w pierwszym ogniwie cyklu jest taneczna partia fletu piccolo z towarzyszeniem werbla. W części drugiej zatytułowanej Hurra polka (Vivace) humorystycznie użyte metrum trójdzielne w stylizacji tańca o metrum dwudzielnym tworzy charakter scherza. Melodia Piosenki (część trzecia – Andante) podejmowana jest przez nieustannie wymieniające się instrumenty, część ostatnia zaś – Taniec (Allegro molto) – to trzyczęściowy utwór, którego skrajne ogniwa są stylizacją tańca z ziemi rzeszowskiej (lasowiaka), a ogniwem centralnym – stylizacja lirycznej pieśni ludowej w tempie Poco più largo”.

Z polskiej muzyki tradycyjnej wywodzi się także Polonia Andrzeja Panufnika, napisana na zamówienie Richarda Howgilla, dyrektora muzycznego radia BBC. Utwór, pod batutą samego kompozytora, miał swe prawykonanie 21 sierpnia 1959 roku podczas londyńskiego festiwalu promenadowego.

„Niełatwo mi było przystąpić do pisania tych pełnych werwy utworów – przypominał sobie później Panufnik – w okresie wielkiego osamotnienia (…). Przez pewien czas nie mogłem zacząć. Ale potem przyszła mi na myśl posępna i szlachetna Polonia Elgara, utwór niezwykle sugestywnie przywodzący na myśl zarówno heroiczne, jak i tragiczne elementy historii Polski. Postanowiłem wykorzystać ten sam tytuł, tak aby te dwa utwory razem ukazywały całą gamę odcieni narodowego kolorytu i ducha. Elgar wykorzystał patriotyczne pieśni polskie, a także kilka melodii Chopina, kończąc utwór mocnym akcentem polskiego hymnu narodowego. Ja zaś oparłem moją Polonię na melodiach ludowych i żywych, pełnokrwistych rytmach wiejskich tańców”.

Kilka dekad dzieli Małą suitę i Polonię od Łańcucha III Witolda Lutosławskiego. Utwór powstał w roku 1986 na zamówienie San Francisco Symphony Orchestra – podczas prawykonania w San Francisco za pulpitem dyrygenckim stanął kompozytor. W Polsce kompozycja zabrzmiała niemal dwanaście miesięcy później: na festiwalu Warszawska Jesień 26 września 1987 roku zagrała ją Scottish Symphony Orchestra z Glasgow pod kierownictwem Jerzego Maksymiuka.

Tytuł Łańcucha odwołuje się do zdefiniowanej przez Lutosławskiego na początku lat 80. techniki łańcuchowej, której istotą jest niejednoczesne rozpoczynanie i kończenie poszczególnych warstw i odcinków utworu. Trzeci z Łańcuchów sposobem narracji muzycznej i rodzajem przekazywanych emocji zbliża się niejednokrotnie do II Symfonii. Składa się nań dwanaście zazębiających się ogniw, każde w odrębnej obsadzie instrumentalnej, zbudowanych z drobnych, zazwyczaj trzynutowych motywów melodycznych. Jakby pojedynczo snute pasma dźwięków, wielokrotnie pozostawiane inwencji wykonawców ze względu na obecną tu technikę ad libitum, sposób instrumentacji, budowanie napięcia w trzech kolejnych fazach, momenty silnej lirycznej ekspresji – składają się na tę tak charakterystyczną dla Lutosławskiego muzyczną tkaninę.

Z trzech Łańcuchów ten ostatni wykonywany jest najrzadziej.

Ksk

9 lutego, niedziela godz. 19.00
Studio Koncertowe Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego

Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach
Alexander Liebreich – dyrygent

w programie:

Bilety na koncert w cenie 25 zł dostępne na stronie sklep.polskieradio.pl oraz na godzinę przed koncertem w kasie Studia przy ul. Modzelewskiego 59.

Czas muzyczny biegnie inaczej niż czas poza muzyką. Innymi prawami rządzi się czas snu. Inaczej płynie czas poza światem. Pomiędzy snem a muzyką zachodzi wiele korelacji nawet wówczas, gdy muzyka nie opowiada o śnie. Przychodząc spoza świata lub docierając poza świat, muzyka w swym własnym czasie i we właściwej sobie przestrzeni opowiada o śnie, o sobie, o byciu poza czasem.

Taką senno-muzyczną przestrzeń kreuje Andrzej Panufnik w powstałej w 1947 roku na instrumenty smyczkowe i dwie harfy – w pierwszym swym utworze (i jednym z pierwszych w muzyce polskiej) napisanym z zastosowaniem ćwierćtonów. Pomysł muzyczny opiera się na połączeniu trzech planów: pulsującego rytmu harf, grupy solowych smyczków, grających także ćwierćtonami, i pentatonicznej pieśni ludowej Przyjechał do niej, wykonywanej w kolejnych stadiach przez skrzypce, altówkę i wiolonczelę. „Niezwykła oryginalność dysonansowej harmonii, kunsztowna faktura instrumentalna (na wskroś swoiste barwy brzmieniowe), subtelna, głęboka nastrojowość i pełna świeżości inwencja melodyczna składają się na całość, którą bez przesady można nazwać cackiem: cackiem talentu, techniki i smaku” – pisał o Kołysance Stefan Kisielewski.

Poza czas, do wewnętrznego świata twórcy zdaje się też przenosić słuchacza Muzyka jesieni, ukończona przez Panufnika w 1962 roku, będąca wyrazem szczególnych, bolesnych przeżyć kompozytora. Planując początkowo skomponowanie niewielkiego utworu przywołującego nastrój pogodnej jesieni, Panufnik dowiedział się w tym czasie o śmiertelnej chorobie swej przyjaciółki. „(…) temat zamierania życia w przyrodzie – wspominał tamten moment kompozytor – zyskał teraz okrutną analogię w bolesnej świadomości zamierania życia w najdroższej mi istocie (…)”. Symetryczna kompozycja, o harmonice zdominowanej przez nakładanie akordów tercjowych, odmienna jest od awangardowych tendencji w muzyce lat 60. Prawykonanie Muzyki jesieni odbyło się w Paryżu w 1968 roku.

W tym samym roku powstaje Livre pour orchestre (Księga na orkiestrę) Witolda Lutosławskiego, w całym szeregu jego arcydzieł należące do kompozycji najdoskonalszych. Tytuł odwołuje się do tradycji barokowych klawesynowych livres i organowych Büchlein – choć kompozytor nie zrealizował pierwotnej idei stworzenia kilku orkiestrowych fragmentów luźno powiązanych w księgę (jednak gdy to stwierdził, za późno już było na zmianę tytułu). Cztery Rozdziały (Chapitres) przedzielone Intermediami łączą się w dzieło o właściwościach symfonii, o wielkim ładunku muzycznych emocji, zorganizowanych według rygorystycznego intelektualnego zamysłu twórcy. Zapisana w tej Księdze historia może być historią o świecie idealnym, rozwijającym się w czasie i prędkości właściwym dźwiękom muzycznym.

W podobnym momencie – choć w innej stylistyce – Wojciech Kilar pisze niedługie, minimalistyczne Preludium i przygrywkę chorałową. Początek lat 70. to w twórczości Kilara czas uproszczenia radykalnego wcześniej języka muzycznego. W Preludium i przygrywce kompozytor wyróżniał „jakby trzy odcinki, przedzielone dłuższymi pauzami: wstępny (przygrywkę), centralny, będący quasi-kanonicznym opracowaniem staropolskiej kolędy Nastał nam jest dzień wesoły i odcinek końcowy – rodzaj kody”. Dedykowany Ruth i Michałowi Choromańskim utwór prawykonany został w 1972 roku na festiwalu Warszawska Jesień przez orkiestrę Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Mario di Bonaventury.

Pomiędzy kompozycjami Lutosławskiego, Panufnika i Kilara pojawia się dzieło nowe – nagrodzona III nagrodą na Międzynarodowym Konkursie Kompozytorskim im. Witolda Lutosławskiego w 2013 roku Aria II Natalii Chepelyuk. „Aria II – pisze kompozytorka – jest dalszym ciągiem wariacji na temat wzajemnych stosunków między szumem a dźwiękiem o określonej wysokości, dysonansem a konsonansem oraz harmonią a chaosem. Jest jednocześnie wyrazem tęsknoty za harmonią. Sporadyczne ruchy dźwięków o pierwotnym charakterze – pocieranie, kwikanie, wzdychanie i pukanie – ukrywają coś i każą nam się spodziewać, że cokolwiek by to było, musi się nam wreszcie ukazać. Początkowo dźwięków tych nie da się prawie odróżnić na tle ciszy otoczenia. Wkrótce nabierają one wyrazistości oraz bardzo mocno dysonansowego charakteru. Nagle z zaistniałego chaosu wyłania się harmonia: słyszymy dźwięki konsonansowe jakby zaczerpnięte z zapomnianej piosenki, która po chwili gwałtownie się urywa”.

ksk

image

Minifestiwal dla dzieci Łańcuszek

1 lutego 2014, sobota
Sala Budynku Laboratorium przy Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski
"Muzykanci Tralalanci"
Spektakl dla dzieci połączony z warsztatami. Wykonawcy: Kasia Żytomirska, Agata Harz, Katarzyna Szurman, Piotr Herbich

11.00 – zapraszamy dzieci w wieku 3-5 lat

16.00 – zapraszamy dzieci w wieku 6-9 lat

Po spektaklu dzieci z rodzicami zapraszamy na warsztaty.

Wstęp wolny

MUZYKANCI TRALALANCI
Spektakl dla dzieci połączony z warsztatami.

Zapraszamy do krainy dźwięków, głosów i ptasich treli. Posłuchamy skarg żony słowika i gorących ptasich ploteczek. Policzymy wrony i sprawdzimy, czy wszystkie mają ogony. Przypłynie do nas Rzeczka Wstążeczka, w której tańczące ryby zobaczymy, może nawet ich głosy wodne ułowimy? Dowiemy się, czy Pani Plamie udało się zostać królową domu, a także co z workiem wyprawia Grześ, gdy jest znudzony chodzeniem przez wieś. Na koniec Pana Tralalińskiego poznamy i razem "tra la la la" głośno zaśpiewamy!

Ps. Na wieczną pamiątkę będzie można pstryknąć zdjęcie z papugą, pieskiem, kotkiem lub innym Tralalątkiem.

"Muzykanci Tralalanci" to nowatorski spektakl muzyczny powstały w oparciu o twórczość dla dzieci Witolda Lutosławskiego na zamówienie festiwalu Wszystkie Mazurki Świata w 2013 roku. Jest wyjściem poza kanon muzyki klasycznej i powrotem do pierwotnych inspiracji kompozytora czyli polskiej muzyki tradycyjnej.
"Muzykanci Tralalanci" są przedsięwzięciem stworzonym przez artystów wykonujących polską muzykę tradycyjną i muzykę eksperymentalną. Poprzez utwory Lutosławskiego dla dzieci bazujące na wierszach Juliana Tuwima i Janiny Porazińskiej, chcemy zaprosić małych słuchaczy do Krainy Dźwięków Przeróżnych. Melodie i dźwięki grane są zarówno na mało znanych, starodawnych instrumentach tradycyjnych – harmonii trzyrzędowej, bębenku obręczowym, okarynach, jak i zupełnie nieznanych i unikatowych – trąbkoskrzypcach. Pojawiają się także instrumenty niekonwencjonalne – grzebień, kieliszki z wodą, blaszane ryby-grzechotki. Utwory przeznaczone na głos sopranowy wykonywane są archaiczną techniką – głosem białym, charakterystycznym dla śpiewu wiejskiego. W spektaklu pojawiają się także niecodzienne tańce – oberek i fokstrot.
Monidło będące scenografią spektaklu jest dziełem malarki Marii Żytomirskiej. Pozostałe elementy scenograficzne – dawne zabawki wiejskich rzemieślników – pochodzą z kolekcji Katarzyny Szurman.
Zespół „Tralalantów” tworzą muzycy, śpiewacy i aktorzy od wielu lat zaangażowani w działania artystyczne i animacyjne wokół muzyki tradycyjnej: Agata Harz (formacje: Księżyc, Wędrowiec, Pies szczeka), Katarzyna Szurman (Kapela ze Wsi Warszawa, Czarne Motyle, Śliczne Goździki), Piotr Herbich i Katarzyna Żytomirska (Teatr Scena Lubelska 30/32).
Muzykanci Tralalanci gościli do tej pory na Festiwalach: Wszystkie Mazurki Świata w Warszawie, Otwarte ogrody w Milanówku, Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym (na zaproszenie Klubu Festiwalowego Tyndyryndy).
WARSZTATY
Po każdym z koncertów zapraszamy na tańce i zabawy przy muzyce Witolda Lutosławskiego oraz muzyce tradycyjnej. Tym razem sami zamienimy się w rzeczki-wstążeczki, poszumimy, potańczymy, pogramy i pośpiewamy! W języku ryb porozmawiamy i polecimy na ptasie plotki.

Wydarzenia towarzyszące

2–9 lutego
Dom Pracy Twórczej w Radziejowicach
Kursy mistrzowskie Festiwalu "Łańcuch" XI

Pedagodzy: Katarzyna Jankowska, Agata Zubel, Jadwiga Rappé i Anna Radziejewska
Wykłady: Miłosz Bembinow, Agata Zubel

3 lutego, poniedziałek, godz. 19.00
Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie, ul. Karasia 2
Ogniwa wieczór nowych choreografii do muzyki Witolda Lutosławskiego, organizacja: Opera na Zamku w Szczecinie
opis spektaklu (*.pdf)

Bilety na spektakl w cenie 11 zł dostępne na stronie www.teatrpolski.waw.pl oraz w kasach Teatru Polskiego przy ul. Krakowskie Przedmieście 6, poniedziałek – piątek 10.00-19.00, sobota – niedziela 12.00-19.00 oraz przy ul. Karasia na godzinę przez spektaklem.


""
""
""

fotografie: Piotr Gamdzyk


4 lutego, wtorek, godz. 18.00
Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie, ul. Karasia 2
Bajka dla dzieci Pan Lutosławski, organizacja: Fundacja Zygmunta Noskowskiego
opis spektaklu (*.pdf)

Bilety na spektakl w cenie 11 zł dostępne na stronie www.teatrpolski.waw.pl oraz w kasach Teatru Polskiego przy ul. Krakowskie Przedmieście 6, poniedziałek – piątek 10.00-19.00, sobota – niedziela 12.00-19.00 oraz przy ul. Karasia na godzinę przez spektaklem.

Festiwal jest współorganizowany przez Instytut Muzyki i Tańca i współfinansowany z jego środków.

Organizatorzy zastrzegają sobie możliwość zmian w programie